Wielka Brytania i Irlandia
Od Stonehenge po Szkocję, od Sherwood po Północną Irlandię. I wszystko to służbowo, pisząc relacje i fotografując dla Cooltury.
Zmęczeni jak po przejściu Rubikonu, po tym jak kości zostały rzucone i mając Brutusa przeciwko nam, dotarliśmy do Bath. Ale czy można brać poważnie miasto, którego nazwę tłumaczy się jako „kąpiel” lub „łaźnia”?
To kraj, w którym zbudowano Titanica. To miejsce, gdzie wybuchały bomby, a obok rodziła się sztuka ulicy – słynne na cały świat malunki na ścianach przedstawiające bojowników w kominiarkach z kałasznikowami.
Eden Project jest jakby wyjęty z filmu science-fiction. Jego olbrzymie, przezroczyste, foliowe kopuły wyglądem przypominają bazę kosmiczną. To największy botaniczny ogród Europy, który mieści sztucznie wyhodowaną dżunglę. Wizyta tutaj z pewnością wywoła ekologicznego kaca.
Oto kraina, w której mówi się językiem elfów, młodzież ma depresję, po kopalniach latają kanarki, a dodatek do lokalnej gazety, który powinien być na czasie, nazywał się dawniej „South Wales Yesterday”. Dojechaliśmy do Południowej Walii, gdzie czasy rewolucji przemysłowej odcisnęły swe piętno.
W miejscu, gdzie grasował najsłynniejszy łucznik w kapturze, rośnie teraz zboże i marchewka. Po legendarnym lesie Sherwood zostały tylko strzępy. Choć dziś legenda żyje na całym świecie, w miejscu swego powstania ma się kiepsko.
W oczekiwaniu na wschód Słońca, mający rozpocząć najdłuższy dzień w roku, wytrzymaliśmy do piątej na ranem. Wreszcie zrobiło się jasno, ale przez deszczowe chmury nie przebił się ani jeden promień. 30 tysięcy zgromadzonych ludzi osłupiało, nie wiedząc, co o tym myśleć.
Choć stworzył prawie 40 dramatów, sam nie wiedział, jak zapisywać własne nazwisko. Był świetnie prosperującym biznesmenem, który pięknie pisał o miłości. Urodził się w Stratford-upon-Avon, gdzie wciąż żyje jego legenda.
Nad brzegiem Loch Ness każdy przyjezdny wypatruje potwora, choćby nawet się do tego nie przyznawał. Szkoci twierdzą jednak, że stwór jest wymysłem tych samych, którzy ostatnio widzieli Elvisa. Albo wypili o jedną kroplę whisky za dużo.