Nowy Jork
Nasz pierwszy samochód nazywa się chrysler le baron. Chcemy nim objechać USA, zrobić dziesięć tysięcy mil, tworząc z niego jadalnię, sypialnię, pokój dzienny, schron i Bóg wie co jeszcze...
Buffalo
Jest 12 października, 510 lat temu do wybrzeży Haiti przybył Krzysztof Kolumb, uznany za odkrywcę kontynentu. Kwestia to oczywiście dyskusyjna, bo docierali tu wcześniej Chińczycy czy Wikingowie. Symbol jest jednak symbolem i w rocznicę wydarzenia wyruszamy w trasę, a pierwszym punktem jest Niagara.
Detroit i Chicago
Przy bluesowych dźwiękach zbliżamy się do mertopolii nad jeziorem Michigan. Docieramy na Jackowo, polską dzielnicę. Niegdyś przybywały tu pokolenia imigrantów z naszego kraju – smażyli placki, zmywali naczynia, sprzątali, wrócili do Polski, założyli firmy, są bogaci.
Iowa, Nebraska, Dakota
Niekończąca się prosta autostrada i płaskość. Mam wrażenie, że przez cały dzień jazdy zrobiliśmy tylko cztery skręty, kilka godzin temu w prawo, potem w lewo i zjazd na tankowanie...
Wyoming, Utah i Kalifornia
Wjazd pod górę, noc, zimno, ciemno, nagle stop, silnik zamilkł, cisza, głusza, las i góry, zimno, koniec… Dzwoni w uszach. Lampka oleju migała – myśleliśmy, że jest zepsuta. Stoimy. To koniec.
Highway 1
Highway 1 powinna raczej nazywać się “Autostradą Wszystkich Świętych”: Santa Cruz, San Luis Obispo, Santa Maria, Barbara i Monica oraz minięte już San Rafael, Francisco i Jose, tworzą całkiem okazałą konstelację.
Los Angeles
Podjeżdza radiowóz. Stój! Odwróć się! Ręce na głowę! – drze się babka przez megafon. Podleciała. Bach! Trach! – zgrzytnęło. Stoję więc zakuty w kajdanach na poboczu drogi, jak terrorysta. Światła radiowozu migają, ludzie chodzą, patrzą się, a ja stoje skuty, jak krymol.
Las Vegas i Route 66
Moja noga bezwiednie wciskała pedał do deski, byle szybciej znaleźć się pod osłoną tego hipnotyzującego światła. Z radia dobiegały jakieś karykaturalne gitary, ti ti ri, ti ti ti di ti… Łuna przed nami jaśniała, pustynia płonęła tysiącami latarni, światło było coraz bliżej, porażało.
Memphis i dalej
Muzykę słychać było z każdego kąta. Bluesmani ubrani w marynarki i kapelusze, siedzieli po prostu na stołeczkach, w dłoniach gitara i wzorem Johna Lee Hookera śpiewali coś w stylu bum bum bum I had to shoot you right down.